Leżałam cały czas,biedny Kass musiał sam cały czas harować,brakowało mi słów,że biedak jest tak zapracowany.
-Skarbie,przepraszam za moje ostatnie złości...-
-Nic się Saro nie stało,rozumiem cię- Powiedział do mnie z czułym nastrojem po czym polizał w policzek.
-Ah,zapomniałem,która to godzina,muszę lecieć spóźnię się do pracy,dasz sobie radę?- Spytał.
-Tak Kass dam,idź już...-
-To cześć- Pożegnał się dając mi buzi (w policzek). Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie sok i znowu położyłam się na kanapie. (Tu zaczyna się część snu,ponieważ zasnęłam zaraz po położeniu się na kanapie) Nagle w telewizji usłyszałam,że niedaleko polany zamordowano dwa wilki. Zdenerwowałam się,bałam się po prostu,że to moje małe albo mój Kass. Szybko wstałam z gorączką 39 stopni i pobiegłam w miejsce zbrodni.
-Witaj Alfo- Powiedział do mnie policjant.
-Czy mogę dowiedzieć się kto dokładnie został zamordowany?- Spytałam,okazało się,że to nikt z naszej watahy. Później sprawa wyjaśniła się i okazało się,że oni popełnili samobójstwo. Kiedy wracałam do domu...zemdlałam na żółtej łące. Leżałam tam chyba jakieś 3 godziny,bo kiedy się obudziłam słońce było już...a właściwie w ogóle prawie słońca nie było. Szłam przed siebie,a ponieważ było już strasznie ciemno,nie wiedziałam co robić. Nagle zaczęło lać,byłam strasznie przerażona. Chyba miałam szczęście,ponieważ trafiłam na rzekę życia,było tam jasno,bo jej złoty wodospad miał w sobie światło. Zasnęłam pod klifem.
-Sara! Kochanie! Sara!- Coś mnie wołało i szarpało.
-Aaa! Co się stało!?- Zawołałam,okazało się,że to był tylko zły sen. Dzieciaki przyleciały i mnie przytuliły.
-Mamusiu,co się stało?-Spytała mnie Triada,moja skrzydlata słodka dziewczynka.
-Nic Skarbie,miałam zły sen.-
[Kaskador]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz