Szliśmy wolno rozmawiając, nawet nie zauważyłem kiedy Abygeil zatrzymała się przy krzaku róż. Nagle usłyszałem jej głos.
- Aaaa... tato!!! - wrzasnęła. Oboje odwróciliśmy się, Aby leżała ze zranioną łapą, a w krzakach wił się wąż.
- Boże, co ci jest!? - zawołała Clarie.
- Szybko musisz biec po medyka. Clar bez słowa pobiegła.
- Tato czy ja umrę? - zapytała. Serce zaczęło mi się krajać. Do oczu napływali łzy.
- Nawet tak nie mów kochanie. Wszystko będzie dobrze. - powiedziałem, sam nie wierząc w swoje słowa.
<dokończysz smutną historię?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz